Dlaczego (nie) potrzebuję Rehbandów?

2018-05-29
Dlaczego (nie) potrzebuję Rehbandów?
Stało się! Po wielu bataliach przeprowadzonych z samym sobą, a także z Crossfiterami, którzy zaraz po weganach są znani są ze swoich zdolności perswazyjnych zdecydowałem się na wybór swoich pierwszych stablilizatorów kolan, padło na firmę Rehband! W jakiś sposób znalazłem argumenty i przekonałem sam siebie, aby po 5 latach bezkontuzyjnego trenowania CrossFitu podjąć decyzję o sprawdzeniu stabilizatorów. No dobra, ale “po co to komu” jak mówią panie w podeszłym wieku na youtubie?!

Mimo tego, że Rehband ma zajebiste wzory między innymi Camo, dzięki któremu mogę być komandosem nawet w boxie CrossFitowym, wydanie prawie dwóch stów na “ładną rzecz” nie leży w mojej naturze (Janusz 4ever). Zatem co przemawia za zakupem stabilizatorów?



1. Profilaktyczna ochrona

Tak jak wspomniałem, nigdy nie miałem problemów z kolanami (w przeciwieństwie do moich kolegów z grupy, którzy bagatelizowali temat kosztem trzaskania PR’ów z tygodnia na tydzień), i nie zamierzam mieć takowych.

Oczywiście najważniejszą rzeczą jest i będzie dla mnie słuchanie własnego organizmu - stabilizatory nie dają mi buforu bezpieczeństwa, pozwalającego mi dźwignąć potrójnego maxa. Pozwalają czuć się bezpiecznie podczas pracy z sub maksymalnym ciężarem. W zasadzie nie używam ich z ciężarem mniejszym niż 80%, a wyjątkiem są wykroki w których Rehbandy się sprawdzają idealnie pełniąc rolę “poduszki” dla kolana - tak wiem, tu też można napisać “jeśli walisz kolanem o ziemię, zmniejsz ciężar i popracuj nad kontrolą”, ale najzwyczajniej w świecie nienawidzę jak tartan wchodzi w skórę, takie subiektywne spaczenie :)

Niemniej jednak, komfort jaki dają stabilizatory podczas pracy np. w przysiadzie jest niezastąpiony. Myślałem, że te wszystkie oklepane slogany pt. “lepiej dogrzane stawy” czy “silna kompresja” to tylko puste frazesy, ale po założeniu Stabilizatora 5mm noga rozgrzała się jak kaloryfer w grudniu i rzeczywiście poczułem mocny dociśnięcie (kluczową sprawą jest dokładne dobranie rozmiaru, polecam zrobić to precyzyjnie). Mam za sobą parę sesji treningowych i Rehbandy naprawdę robią robotę.



2. Uniwersalność zastosowania podczas treningu 

Żeby była jasność, nie chodzi mi o to, żeby latać w rehbandach 24h i zakładać opaski nawet przy wyciskaniu na klatę. W rozmowie ze specjalistami i fizjoterapeutami często słyszy się, że nadmierne używanie stabilizatorów kolan, kompresji i innych podobnych akcesoriów może spowodować upośledzenie aparatu ruchowego, adaptując jednocześnie sytuację w której stawy mają zapewnioną ciągłą pomoc ze strony zewnętrznych bodźców. Brzmi słabo i wcale mi się nie uślecha odwracać proporcji.

CrossFit opiera się na przeważającej ilości ćwiczeń w których staw kolanowy jest mocno eksploatowany. Przysiady, wallball’e, wykroki to cytując klasyka “oczywista oczywistość”, ale na zajęciach coraz częściej pojawiają się ćwiczenia takie jak sled push gdzie za pomocą nóg pchamy niekiedy monstrualne ciężary, wskoki na skrzynie (a bardziej chodzi o zeskoki), które wykonywane regularnie w dłuższej perspektywie czasu mogą przynieść niepożądane skutki dla zdrowia, a także elementy treningu strongman, czyli podnoszenie betonowych kuli, ciężkich worków, spacer farmera, etc., które coraz śmielej pojawiają się nie tylko w pracy dodatkowej, ale również na klasach Crossfitowych.

Dlatego moim zdaniem zakup Rehbandów można potraktować jako inwestycję we własne zdrowie, a gdybym był lekarzem to śmiało przepisywałbym je na receptę razem z tabliczką czekolady, tak bez powodu. Wychodzę z założenia, że dziś jestem w świetnej formie i nic mi nie dolega, ale chciałbym ten stan utrzymać do końca swojego życia. Zdecydowanie to dla mnie ważniejsze niż stówa w snatchu, a Rehband pomaga zachować mi tą regularną sprawność na co dzień.



3. Inwestycja na przyszłość 

Ostatni, ale nie mniej ważny temat, który zahaczyłem w drugim punkcie. Pracując w Unbroken Store zbieram opinię na temat sprzętu, a  także widzę jakie produkty “wracają” do nas z różnych powodów. Nie ukrywam, że taka wiedza też pozwala mi podjąć decyzję zakupowe i selekcjonować sprzęt, który chcemy oddawać w wasze ręce. Rehband jest bez dwóch zdań ewenementem, który nigdy, przez ponad 3 lata funkcjonowania sklepu nie był reklamowany - to nie jest żadna ściema, tak rzeczywiście jest.

Nie ma się czemu dziwić, bo jakość wykonania nie pozostawia złudzeń. Jeżeli chodzi o neoprenowe stabilizatory można powiedzieć, że reszta producentów robi coś na wzór Rehbandów, obiecując nam tą samą jakość, za niższą cenę… niestety na obietnicach się kończy, a w konsekwencji zniechęcamy się do produktu. 

Mam w sobie pierwiastek nosacza, który bierze rzeczy za pół darmo i później dopłaca dwa razy tyle żeby kupić co trzeba, ale rozsądek tym razem wziął górę i w tym wypadku polecam mocno się zastanowić jeśli przeszło wam przez głowę kupienie tańszego odpowiednika. Różnice pomiędzy producentami w przeliczeniu nie są duże, a jakość wykonania - niebo, a ziemia.



Podsumowując

Mogę śmiało powiedzieć, że decyzja o zakupie stabilizatorów marki Rehband była dobra. Jakość treningów ani moje życie nie zmieniło się diametralnie jak w telezakupach mango, ale nie tego oczekiwałem od sprzętu. Tak jak wspomniałem wcześniej - kupując Rehbandy inwestujesz w swoją treningową przyszłość. Bez względu na to czy w pewnym momencie zrezygnujesz z crossfitu i zmienisz dyscyplinę, stabilizatory będą świetnym wsparciem podczas wykonywania ćwiczeń.

Rehbandy stały się przede wszystkim uzupełnieniem mojego treningu. Czy bez nich dałbym radę? Pewnie tak, pytanie ile czasu mógłbym jeszcze trenować bez kontuzji. Świadomość profilaktycznej ochrony zapewnionej przez Rehband wpisuje się w mój nadrzędny cel treningowy - być zdrowym i aktywnym człowiekiem.

Autor: Karol Różycki


Pokaż więcej wpisów z Maj 2018
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
pixel